Wyjazd z wnukami do Szaflary - 30.06.2026 do 3.07.2026
Wnuki i dziadkowie - razem udaliśmy się na klika dni do Szaflar. Zamieszkaliśmy w hotelu "Borowy Dwór" w pokoju 224 na drugim piętrze. Hotel wspaniały zewnątrz i w środku, dokuczał nam tylko gorąc, bo nie było klimatyzatorów. W piwnicach była sala gier, z ping-pongiem, bilardem i innymi wyciągaczami monet. Godzinna gra w kręgle dała wiele przyjemności i nerwów, np. wnuczka powtarzała "od rana już wiedziałam że przegram" a tak prawdę mówiąc wygrała. Na szczęście dla dzieci automatycznie podnosiły się płotki, co powodowało, że kula leciała tam gdzie powinna a nie do rynny.
Śniadania były w miarę dobre i coś tam się zmieniało w każdym dniu. Najlepszą sprawą w hotelu była kawa, herbata i mleko, które były dostępne całodobowo w pomieszczeniu koło restauracji, stał tam ekspres do kawy i pojemnik z gorącą wodą, w dzbanku było zimne mleko a ciepłe uzyskiwało się z ekspresu. Wielki plus dla hotelu.
Dostawaliśmy w recepcji zniżki na Gorący Potok i Termy Szaflary. Byliśmy tu i tu choć dla mnie Termy są lepszym wyborem, co nie zawsze było zgodnie z opinią wnuków. W Gorącym Potoku były zjeżdżalnie ale bardzo strome i wnuki zrezygnowały z nich, basenów było sporo nawet z siedzeniami przy barze, w stodole woda miała 40 st. trudno było wysiedzieć. Można było szybki i dość tanio tu zjeść obiad lub jakąś przekąskę np. frytki.
W Termach Szaflary więcej było zabaw, rwąca rzeka, zjeżdżalnie na zewnątrz i w środku, beczka, siatka spinaczkowa.
Byliśmy też w takim jakby ZOO pod ładną nazwą "Ostoja" choć było tu mało zwierząt ale dostaliśmy karmę i można było karmić, niestety wiewiórki gdzieś się pochowały a królików też nie było, zostały po nich tylko puste klatki.
Byliśmy też na takich hybrydowych (ze wspomaganiem) gokartach.




























































